There are no translations available.

Witaj Jolu w Nowym Roku,

czas pędzi nieubłaganie dla wszystkich, choć to być może jedyna sprawiedliwość na świecie (może poza pogodą, na to też na razie nie mamy wpływu). Chciałam podzielić się z Tobą refleksją po lekturze artykułu w październikowym MPiP "Opieka pod presją" Sabine Goethals /tł. D. Cieśli/. Świetnie odpowiada mojej "zawodowej potrzebie chwili", poszukiwaniu bodźca wśród codziennych dylematów i problemów, gąszczu przepychanek słownych i licytacji jak doskonałe jest pielęgniarstwo w polskim wydaniu. Dla mnie to kwintesencja potrzeb - mniej lub bardziej uświadomionych - moich koleżanek, mojego środowiska. Nie mam monopolu na diagnozę sytuacji zawodowej w swoim zespole, ale myślę, że zawsze jest dobra pora na weryfikację postawy, swojego stosunku do tego co, jak i po co robię. Myślę jednak, że jest potrzeba wyraźnego odwołania się do istoty pielęgnowania jak najbardziej zawodowego: opiekuńczości, etyki, troski. Na studiach zajęcia z teorii pielęgnowania miałam z dr Poznańską i pomijając stres jaki towarzyszył zawsze zajęciom z Panią doktor, chodzącą historią pielęgniarstwa, pozostały chyba te najistotniejsze elementy: ukierunkowanie na prawdę w relacjach z pacjentem i drugim człowiekiem w ogóle. Opiekuńcza troskliwość i troskliwa opiekuńczość to były pojęcia, których wyjaśnienia domagała się od nas dr Poznańska i nigdy nie była usatysfakcjonowana naszymi wyjaśnieniami. Wtedy to drażniło, ale chodziło pewnie o zrozumienie przez nas istoty opieki nad pacjentem. Chcesz pomóc drugiemu człowiekowi? Rób to profesjonalnie, bo taki zawód wybrałaś. Na nic wieloletnie przygotowanie, jak nie lubisz ludzi, nie starasz się ich zrozumieć. Przekłada się to potem na drętwe relacje z pacjentem, konflikty i niesnaski w zespole, wszystko to o czym traktuje ten artykuł. Artur w jednej z naszych rozmów użył określenia "moi kochani pacjenci"! Nigdy tak nie myślałam o swoich podopiecznych. Myślę, że to bardzo ważne, żeby nie bać się tego powrotu do źródeł nie tylko w słowach, ale przede wszystkim w codziennej praktyce. Kolejnym ważnym elementem, na który zwraca uwagę autorka jest przywództwo w grupie pielęgniarek. Bardzo nam tego potrzeba, przynajmniej ja tak czuję - w tej masie powierzchowności, nieuprawnionych często sądów o pielęgniarkach, brakuje mi podmiotowości. Ktoś wykonuje swoją pracę świetnie, dobrze się z nim współpracuje, inny choćby nie wiem co ciągle ma o wszystko pretensje, pacjentów traktuje z góry, jeszcze ktoś inny ma szczególną haryzmę i ciągnie zespół w górę itp. Pora skończyć z tą unifikacją, każdy pracuje na swój rachunek. Cieszę się, że Cię poznałam, że dzięki Tobie poznałam ludzi, którzy są otwarci na nowe, świadome i uczciwe podejście do pielęgniarstwa. Pozdrawiam Ciebie i zespół Fundacji.

 

Życzę wielu udanych przedsięwzięć,

Małgorzata